Pytania i odpowiedzi – Wzywam Cię Mazdo do pomocy! (3)

Czy prosimy Mazdę Ahurę o wsparcie? Dlaczego podłych zło nie gnębi? O osądzaniu i schematach

Wiem, że Zaratusztrianizm to religia czynu, która uczy aktywności, samodzielności, nie pochwala bierności i użalania się człowieka nad swoim losem, przeznaczeniem, w które Zaratusztrianie nie wierzą. A jak wyznawcy Ahura Mazdy postępują w sytuacjach trudnych, ekstremalnych, budzących lęk (poważne życiowe zawirowania, problemy ze zdrowiem itp.)? Proszą Boga o pomoc i wsparcie? Odczuwają obecność i działanie Ahura Mazdy w swoim życiu?

Tak prosimy boga o wsparcie, jest wszak od nas niewyobrażalnie potężniejszy, ale tak jak prosisz przyjaciela o pomoc czy będziesz mu mieć za złe jeśli z obiektywnych przyczyn nie może ci tej pomocy udzielić w każdej sytuacji i czasie?

Osobiście czasem nie wierzyłem, że ta pomoc nadejdzie i ku mojemu zadziwieniu nagle działo się coś nieoczekiwanego i ta pomoc nadchodziła choć czasem był to inny koncept niż mój, a więc dostawałem narzędzia pozwalające rozwiązać problem. Ale bywało też, że prośba spotykała się z natychmiastową reakcją. Widać, w takiej chwili Mazda miała dla mnie trochę wolnego czasu 😉

Bywało także, że moja prośba wpadała w próżnię, ale wiem, że Ahura nie mógł z jakichś przyczyn pomóc nie jest wszakże wszechmogący, więc nie mam pretensji do boga.
Mogę z ogromną szczerością odpowiedzieć, że Ahura Mazda mnie wyratował z wielu opresji dlatego ze wszystkich sił na moją miarę staram się trzymać zasad wiary i wspomagać go we wspólnej sprawie. 

Nie jestem najlepszym człowiekiem, popełniłem w życiu niejedną niegodziwość i ulegając kłamstwom Arymana, który szuka ciągle jak się do nas dobrać, Kiedy żle czyniłem zło się jeszcze rozbudowywało w moim życiu, gdyby nie wiara, nie zobaczył bym, że stopniowo zły duch wciąga mnie w otchłań, ale na szczęście Mazda zapalała w moich myślach lampkę ostrzegawczą i wychodziłem z zaćmienia Arymana.

Jak tylko odczuwam, że ciemne siły mnie gnębią jakby bez powodu, a prawdziwych skończonych łajdaków jakby omijają przypomina mi się odpowiedź na pytanie dlaczego!? Mądry zaratusztrianin powiedział mi kiedyś,

„Podłych zło nie gnębi, nie zajmuje się nimi, bo już nie musi, oni sami się utwierdzają, że warto źle czynić, bo mają z tego same korzyści i bez interwencji złego ducha staczają się w otchłań. Ta ciemność dopada ich albo jeszcze za życia, jeśli tak nie jest, to runą w mrok po śmierci”

Bardzo trafnie ten problem nieszczęść opisuje dowcip żydowski: Bogobojny Icek, sprawiedliwy i dobry nad podziw dotknięty licznymi niepowodzeniami finansowymi i utratą majątku wezwał boga i zapytał, dlaczego go tak gnębi, Jahwe ukazał mu się w swojej potędze i powiedział: Icek ja sprawię teraz, że staniesz się bogaty. Icek uradowany wrócił do domu, Czekał miesiąc, dwa, rok, a tu nic. Bieda coraz większa do garnka nie ma co włożyć. Wezwał Boga i krzyczy: Panie Boże obiecałeś, a tu nic. Jahwe wychylił się zza chmury i powiedział: Icek, ale ty daj mi szansę ty chociaż kup los na loterii”

No więc mogę powiedzieć, że dużo także zależy czy sami damy Bogu szansę i sposobność by jego pomoc była skuteczna, wszak Ahura Mazda nie czyni cudów, choć niektóre zjawiska nimi nam się wydają.

Ha rozpisałem się,… Na koniec zacytuję taki fragment rozważań zaratusztriańskich:
„Wiedzieć musisz, nawet w NOCY
jest w tobie iskra blasku
choćby mała iskra świętego blasku Boskości
Jeśli tylko zechcesz
Jeśli tyko zewrzesz się w sobie
w rece twe dostanie się miecz jasny
tak potężny, że drogę ci wysiecze
wyjścia i zbawienia
a NOCY przetrwania”

A WIĘC: DŻASA ME AWANGE MAZDA, MAZDJASNO AHMI MAZDAJASNO ZARATUSZTRI!

PRZYBĄDŹ MI MAZDO DO POMOCY, JESTEM WYZNAWCĄ DOBREJ RELIGII, JESTEM ZARATUSZTRIANINEM.

Bardzo Ci dziękuję za tak obszerną odpowiedź, za poświęcony czas. Miałam w życiu wiele sytuacji, mniej lub bardziej poważnych, kiedy prosiłam Boga o pomoc i owszem, bywało że ta pomoc przychodziła błyskawicznie, z rozmachem i z nawiązką, można powiedzieć, z dodatkowymi bonusami, ale w większości przypadków tak się nie działo. Zawsze sprawy duchowości były dla mnie ważne. Wychowałam się w tradycji katolickiej, jednak w nieszczególnie praktykującej rodzinie i sama miałam zaledwie kilka epizodów większej pobożności (mimo ogromnej tęsknoty za Bogiem), ale zgodnie z zasadą „jak trwoga, to do Boga” często zwracałam się do Boga o pomoc. Czasem w głębokiej rozpaczy, bo i sytuacje bywały poważne. Zawsze tak wiele mówiło się o uzdrowieniach i innych cudach, a ja miałam żal do wszechmogącego Boga, że nie chce mi lub bliskiej mi osobie pomóc (bo skoro może wszystko, to znaczy, że po prostu nie chce odpowiedzieć na moje rozpaczliwe wołania). I wtedy, nie chcąc mieć pretensji do Boga, szukałam wyjaśnień, dlaczego tak się dzieje, i dowiadywałam się, że moja wiara jest za słaba, że Bóg wie lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre, ze ma inny plan dla mnie, że to tajemnica, i żeby modlić się i ofiarować cierpienie w zbożnym celu, np. za dusze czyśćcowe, że każdy ma swój krzyż itp. Mimo pokory i woli zrozumienia, takie interpretacje były i są dla mnie nie do przyjęcia. Bo jeśli ktoś mnie kocha, jest moim przyjacielem i ma nieograniczoną moc, to dlaczego nie chce mi pomóc nawet w jakiejś drobnej, choć bardzo komplikującej życie sprawie? I to mimo mojej wiary, że Bóg jest, słucha i nie zostawi mnie samej z problemem. A jest przecież napisane: „Proście, a będzie wam dane”. I tu Zaratusztrianizm znowu logicznie i spójnie tłumaczy coś, czego żadna inna religia nie była w stanie mi wyjaśnić. Bóg nie jest wszechmocny. Może zabrzmi to infantylnie, ale zawsze trudno mi było kochać Boga, który mogąc wszystko, odmawia swojej pomocy, bo ma wobec mnie inne plany. Gloryfikowanie cierpienia to druga sprawa, wobec której zawsze się buntowałam, bo cierpienie to zło (wiem, że Zaratusztrianie też tak uważają), więc jak np. ból może być czymś dobrym i wartością w oczach Boga? To są trudne sprawy, a ja nigdy nie potrafiłam wierzyć ślepo i bezwarunkowo, i zawsze coś mi „nie grało”. Też popełniłam i nadal popełniam wiele błędów w życiu, do świętości mi daleko, ale każdego dnia staram się być dobrym człowiekiem i naprawiam, co się tylko da naprawić. Poznawanie Zaratusztrianizmu bardzo mi w tym pomaga, zwłaszcza w codziennym rozeznawaniu, co jest dobre, a co złe. I w ocenie mojego własnego postępowania.

I jeszcze jedna refleksja. Tak, to prawda, że siły zła zostawiają w spokoju skończonych łajdaków, jak napisałeś. Mam takie przykłady w codziennym życiu, i chociaż staram się unikać osądzania ludzi i szufladkowania ich jako złych, bo ja też bardzo od ideału odstaję, to jednak znam osoby, których postępowanie trudno uznać za dobre, i to właśnie tym osobom wiedzie się w życiu najlepiej.

PISZESZ: Staram się unikać osądzania ludzi. Chciałbym to skomentować. W kulturze chrześcijańskiej, wpaja się ludziom od dziecka nie osądzaj, nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni, niech bóg was osądzi, prawo do oceny zostaje pozostawione bogu, buddyści także promują taką postawę: „Najlepszym sposobem bycia sprawiedliwym jest nie osądzanie. Zamiast decydować, czy coś jest dobre, czy złe, raczej powinniśmy starać się dokładnie zrozumieć jego naturę. Wiele osób zachowuje się w niewłaściwy sposób. Kim jednak jesteśmy, aby ich osądzać?”, lub „Nie osądzasz, nie chwytasz, nie trzymasz. Pozwól myślom być …”, w Hunie new age znajdujemy takie stwierdzenie: „kiedy nie ma osądu, może rozpocząć się proces uzdrowienia.” Non duality mówi tak: Nie osądzaj, ponieważ w momencie, gdy zaczynasz osądzać, zapominasz o obserwacji. Kiedy stwierdzasz: „To jest dobra myśl”, tracisz przestrzeń obserwacji.” Osho radzi: „
Jeśli stajesz się w stu procentach wolny od osądów, jesteś świadkiem. Oznacza to, że stałeś się podobny do lustra. Lustro nigdy nie wydaje sądów.” i także New age: Wyobraź sobie, że żyjesz nie osądzając innych. Możesz z łatwością im wybaczyć i rozstać się z wszelkimi posiadanymi sądami. Nie masz potrzeby posiadania racji i nie potrzebujesz nikomu udowadniać błędu.” Doon Miguel Ruiz, podobne nauki znajdziemy w Islamie, czy Sufiźmie. CO ZA ZADZIWIAJĄCA ZGODNOŚĆ WROGICH SOBIE NA CODZIEŃ IDEOLOGII!!!.

Cześć ludzi z kontentacją zauważa tę zbieźność jako dowód że wszystkie religie prowadzą do tego samego głębszego poznania, stąd Panteizm wiara że jest to coś jednego, a różnice między religiami prowadzą i tak na szczyt tej samej tajemniczej góry boga.

Zaraz zaraz, trzeźwy umysł zaratusztrianina mówi to błąd poznawczy: to że wielu mówi to samo nie oznacza, że ich twierdzenie jest prawdziwe, a jedynie że wielu tak twierdzi. Zaratusztrianin kontynuując mówi, bóg dał mi naprawdę wolną wolę, a więc prawo do rozróżniania i oceniania tego co złe, a co dobre, prawo do oceniania tego co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe, do wydawania i wypowiadania osądów, choć mogą one być częstokroć obarczone błędem. Ale to moje prawo dane mi od Boga! Ci którzy chcą mnie tego pozbawić, dlaczego tak czynią, dlaczego im na tym tak zależy bym nie osądzał? Widzę także że mimo iż wszyscy tak zgodnym chórem, krzyczą nie oceniaj, nie osądzaj, robią to na codzień, sądzą, oceniają, wartościują czyli żyją w zakłamaniu. A czyje jest kłamstwo, zakłamanie, przecież imię złego ducha to Drudż_KŁAMCA! 
Komu także zależy na tym by go nie sądzono i nie oceniano, ba by nie wolno było tego robić? Najbardziej zależy na tym panu niewolnika, władcy bezwolnych poddanych, chciwemu i pozbawionemu skrupułów i racji guru, bezwzględnemu dyktatorowi, złej matce czy ojcu, kiepskiemu nauczycielowi, chciwemu księdzu, kłamcy, przestępcy, niewiernemu mężowi, niewiernej ukochanej. Ci wszyscy będą za tym by nie osądzać. Co za zadziwiająca zgodność znowu, że ci właśnie chętnie powołają się na jakieś nauki zakazujące osądzania i oceniania.

Jakby tego było mało jeśli spróbujesz oceniać, lub osądzać, spotkasz się z argumentami które będą miały za zadanie wzbudzić twój strach lub lęk. Nie sądźcie bo was spotka gniewny sąd boży, nie oceniajcie, bo to powoduje cierpienie, stracisz zdolność obserwacji, nie rozpoczniesz procesu uzdrowienia, jesteś głupi bo osądzasz, nie zaznasz spokoju, nie zostaniesz oświecony. Strach, groźba zakamuflowana lub jawna, wzbudzenie lęku. Zaraz! Przecież Ahura mazda jest sprawiedliwym sędzią i mamy takie same prawa jak on, a więc sądzić i oceniać możemy, ale sprawiedliwie!!!

Oczywiście, że bycie sędzią, trzymanie wagi we własnych rękach to wielka odpowiedzialność, wymagająca od nas rozwagi, odwagi i myślenia. Wymaga także naszej dobroci i wybaczania. Jasne, że to bardzo trudne, ale możliwe. Mentalnie łatwiej być uczniem, czy niewolnikiem i zdać się na kogoś, niż wziąć na siebie odpowiedzialność istoty wolnej. Inne rozwiązania sprowadzają nas jednak mentalnie do poziomu bezwolnego ucznia, poddanego lub niewolnika, a takich chce Pan Ciemności Aryman!

Z wielkim zainteresowaniem czytam Twoje komentarze i dużo z nich czerpię, to zdumiewające, jak bardzo różnią się Twoje mądre i trafne słowa od wszelkich mądrości głównego nurtu czy też wielu różnych, a jednak tak zaskakująco zgodnych ze sobą nurtów. 

Pisząc o unikaniu osądzania ludzi miałam raczej na myśli, obok trudnego do zakwestionowania wpływu kultury chrześcijańskiej i nie tylko, swój brak pewności, czy osoba, która w moim postrzeganiu i rozumieniu jest zła, jest również zła w oczach Boga. A ten brak pewności osądu bierze się stąd, że sama siebie i swojego postępowania czasem nie jestem w stanie od razu prawidłowo osądzić, nie jestem autorytetem moralnym, dlatego mogę popełniać błędy oceniając innych, bo nie wszystko jest proste i oczywiste. Co nie znaczy, że nie oceniam. Oceniam, a unikanie tego jest moim zdaniem wbrew ludzkiej naturze. Po to mam rozum, żeby oceniać i wyciągać wnioski, a nie tylko biernie obserwować. Tak, czytałam o tym unikaniu ocen, obserwowaniu, u Osho też, to ogłupiająca ideologia i na pewno nie służy dobru. To wręcz programowe przymykanie oczu na zło, które będzie się swobodnie szerzyć, skoro wszyscy będą je tylko obserwować.

Tak, właśnie tak napisałam, że staram się unikać osądzania, a dlaczego tak napisałam – ostrożnie i asekuracyjnie, to już sam wyczerpująco odpowiedziałeś. Z jednej strony skrót myślowy, tak jak już wyjaśniłam, a z drugiej – obawa, co pomyślisz, coś w stylu „kim ona jest, żeby oceniać innych”. Grzech pychy 😉Tak, to jest silniejszy, niż sama zdaję sobie z tego sprawę, wpływ kultury, religii, wychowania, mniej lub bardziej uświadomiony, i choć w sposobie życia i myślenia daleka jestem od tradycji i schematów, to okazuje się, że niełatwo w pełni wydostać się z tej pułapki. To, co piszesz, jeszcze bardziej otwiera oczy na przewrotność tej całej pseudointelektualnej papki, sączącej się zewsząd, z mediów, od wszelkiej maści oświeconych, nawet z wypowiedzi moich znajomych, niektórych osób bliskich, przekonanych o tym, że to ich własne, oryginalne przemyślenia. I wygłaszają je z namaszczeniem godnym świadka prawdziwego objawienia 🙂 A tymczasem są to szkodliwe formułki wdrukowywane przez całe lata do ich umysłów. W stylu tych, o których napisałeś. Ja to widzę u innych, i choć myślę, że potrafię łatwo rozpoznać wszelkie fejki, manipulacje, to dobrze wiem, że żyjąc w społeczeństwie, a nie w oderwaniu od niego, też nie jestem w pełni wolna od tego i muszę być czujna, i każdego dnia pracować nad swoją zdolnością odróżniania dobra od zła.

Nikt nie jest wolny od takich uwarunkowań, rodzimy się, wychowujemy, żyjemy w otaczającej nam kulturze. Trudno jest stanąć obok i zobaczyć to inaczej. Jednak optymistyczna wiadomość brzmi: udaje się to ludziom o naprawdę otwartym umyśle, którzy umieją zadać sobie i innym niestandardowe pytania. Zaczyna się wtedy widzieć bardziej prawdziwą rzeczywistość, Czasem to trochę przykre doświadczenie, bo zauważamy, że przez lata robiono nas w konia, a w każdym razie nie poruszano niewygodnych, czy nielogicznych kwestii. Trzeba także trochę odwagi by wyjść ze schematu i jeszcze raz wyjść ze schematu i tak za każdym razem. Nie znaczy to, że mamy wyjść w jakąś inną rzeczywistość, poza wszelkimi schematami, to ułuda, tworzymy tylko nasz nowy model rzeczywistości, przybliżamy się do zrozumienia Aszy. Niektórym ludziom wydaje się, że takie pozbycie się wszelkich schematów jest możliwe, jak napisałem to też jest złudne. Czytają, bądź słyszą coś innego, nowego, otwiera im to oczy, skłania do buntu i nowego spojrzenia na wszystko. To świetnie! Ale tragizm tej sytuacji polega często na tym, że uznają iż rozwiązali problem. Nic bardziej mylnego, to tylko modyfikacja lub przyjęcie innego schematu. Czasem jest to albo rezygnacja z religii i przyjęcie postawy, agnostycznej lub ateistycznej, bywa że jest to przyjęcie jakiejś synkretycznej ideii i nauk jakiegoś guru Mooji, Depaka Chopry, Osho, Crowleya, a bywa, że jest to przyjęcie innej religii, Buddyzmu, Politeizmu, albo Zaratusztrianizmu. Zawsze jednak będzie to tylko inny schemat. Niektórzy głoszą taże, że są poza wszelkimi takimi schematami uraszczając sobie pełne wolnomyślicielstwo, twierdząc, że pokonali matrix (zwykle to synkretyczne i mało oryginalne). Powtórzę jeszcze raz to piramidalne złudzenie mrówki, która wyszła pierwszy raz z mrowiska, a odkrywając, że może istnieć coś poza nim, ogłosiła że świat jest lasem. Tak naprawdę poznała tylko cząstkę rzeczywistości i jeśli nie rusza dalej zamyka się w kolejnym schemacie, ogłaszając go za jedynie logiczny i słuszny. Stąd sceptyczne podejście zaratusztrianizmu do konceptów tak zwanych ruchów antysystemowych, które poza szczytnymi hasłami miłości, wyzwolenia i buntu oferują przeważnie absurdalne zlepki starych schematów, czyli kolejny schemat.
Na czym więc polega, prawdziwe stawanie obok:

1. Na świadomości, konieczności ciągłego budowania nowego lub przebudowywania starego schematu.
2. Tego, że powinniśmy się starać by nowy schemat był lepszy od starego.


Zaraz, zaraz co to znaczy lepszy, czy lepszy bo prawdziwszy, czy lepszy dla mnie, czy lepszy dla kogoś, czyli kogo? To zasadnicze pytania.

A. Napewno musi wykluczać, to co okazało się nieprawdziwe, Proste jak drut, na ile możemy to ustalić!
B. Lepsze dla mnie?, oj jeśli tylko z taką intencją wejdziemy w inny schemat lub go sobie skonstruujemy to już jesteśmy w jego najgorszym egoistycznym rodzaju.
Musimy jeszcze dodać pytanie: czy ta nowa konstrukcja będzie nas czynić lepszymi dla świata i innych?
C. Wybierz mądrze mówi Zaratusztra i wybierz dobro nie zło. Jeśli przyjmiemy tę zasadę, (nie musimy być zaratusztrianami) okaże się, że niektóre schematy nijak nie pasują do bycia dobrym, a w dodatku promują egoizm i czynią nas gorszymi ludźmi. Szczególnie te mówiące, że zła nie ma, albo całkowicie je relatywizujące.

Ten ostatni wybór oparty na mądrości i dobru, weryfikuje wszystkie poprzednie, bo prawda jest dobra, a kłamstwo czy fałsz jest złe, także wybór schematu, który ogranicza się JEDYNIE do tego, że rozedmie się nasze ego i ma on służyć tylko, nam jest fatalny, niedobry i szkodliwy.
Co z tego wynika, że słuszne jest niejedno rozwiązanie. Jednego lepszym uczyni etyka świecka i sceptyczny ateizm, a drugiego etyka Buddy, trzeciego zaś uczyni dobrym filozofia Epikura, czwartego zaś otworzy ku dobru powrót do Chrześcijańskich korzeni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close