Rozmowa z buddystą

co sądzi o nas buddysta i trochę się myli…

Taką zbiorczą ocenę wystawił nam pewien Buddysta, pakując do jednego worka zaratusztrianizm z religiami abrahamowymi. Pomijam fakt, że świadczy to o pewnym o dość schematycznej wiedzy na temat judaizmu i chrześcijaństwa, przy tym braku wiedzy o zasadniczych różnicach między tymi wyznaniami, a zaratusztrianizmem. Nie mam zamiaru polemizować z tezami na temat judaizmu czy chrześcijaństwa, choć mógłbym od razu wytknąć podstawowe błędy poznawcze dotyczące tych religii, które wygłosił ten pan. Sądzę, że chrześcijanie i „naród wybrany” świetnie potrafią obalić te tezy.

Ocena

„Można spróbować etycznej oceny millenarystycznych i apokaliptycznych poglądów. Dobre w nich było to, że uzbrajały ludzi przeciw złu i dodawały sił i odwagi w nierównych starciach. Skłaniały do heroizmu. Żydowscy powstańcy z wojen machabejskich dokonywali czynów straceńczej odwagi i gardzili życiem, wierząc że za chwilę wstaną znów żywi i cali w Bożym Królestwie.”

Zaczyna się średnio, a potem jest tylko gorzej. I tu pierwsza uwaga, dotycząca wszystkich tych religii. Zarówno żydzi jak i pozostali wyznawcy zdobywali się na akty heroizmu nie z powodu ślepej wiary w nieuchronne zbawienie, bo to było wysoce niepewne, może poza islamem, który w pewnym stopniu gwarantował muzułmaninowi raj jeśli takowy poległ w świętej wojnie. Ale zawsze liczyła się suma dobrych i złych dokonań, a więc powyższe stwierdzenie rozmija się z prawdą. W żadnej z tych religii śmierć w boju, a nawet męczeństwo nie było przepustką do Królestwa Bożego. Uproszczenie jest wręcz prymitywne.

„Złe zaś było w tych poglądach, że w istocie znieczulały na przejawy zła.”

Zaiste ciekawa teza, zatem jak to zostaje uargumentowane

„Wszystkie chyba poglądy z przedstawionej tu rodziny, od samego Zaratusztry poczynając, w nasilaniu się zła, niegodziwości i upadku widziały znak zbliżania się Ostatecznego Rozwiązania, paradoksalnie więc nakazywały zła wyglądać z nadzieją!”

Trudno się nie zgodzić że apokaliptyczne wizje końca czasów występują w eschatologii Zaratusztrianizmu i Chrześcijaństwa, zgoda, ale dla zaratusztrian, to jest część mitologiczna niekoniecznie opisująca przesłanie Zaratusztry zapisane w Gathah. Owszem wierzymy w nadejście dnia Fraszokereti, ale to ma być odnowa świata i jego oczyszczenie, które jest skutkiem działania nie tylko Boga, ale także ludzi którzy są jego towarzyszami i przyjaciółmi w dramatycznej walce ze złem. Bóg zaratusztrian nie jest wszechmocny i potrzebuje człowieka w tej walce tak samo jak ludzie potrzebują jego. Odpowiedzialność ludzkości i Boga za odnowę świata jest rozłożona nieomal symetrycznie. A że cechuje nas optymizm i wiara nasze wspólne siły, które dadzą radę złu, to chyba lepsze od bierności i nihilizmu. Zaratusztrianin widząc zło reaguje na nie , a nie oczekuje rychłego nadejścia zbawiciela. Zaratusztra w Gatach pisze, że każdy człowiek może być zbawicielem. To dopiero późne sasanidzkie mity mówią o doniosłej roli Asztwa Ereta Saoszjanta. Nie czekamy, aż ktoś to za nas załatwi.

Owszem wierzymy Bogu, że wspólnie wygramy ten bój, ale pozostaje zawsze wątpliwość, kiedy, za jaką cenę i czy na pewno? Nie ma tu mowy o bierności przy takim wyborze, tym bardziej, że złe uczynki skazują zaratusztrianina na klęskę i nieunikniony upadek równie pewny jak to, że się będzie śmierdzieć skoro wysmarujesz się fekaliami. Z natury swojej zło jest bowiem największym z zbójców i samobójców. Można powiedzieć że pożera swoje sługi w równym stopniu co wrogów

Przeciwstawianie się złu, wyczulenie na cierpienie, i aktywna postawa wobec trudności , chaosu i zniszczenia to nie obowiązek, ale i nasz sposób na życie. O jakiej więc mówimy nadziei w wyglądaniu zła jako czegoś pozytywnego. To kompletny nonsens. Bóg nas nie zbawia, zbawić się możemy tylko my sami dzięki dobremu myśleniu, dobrym czynom i dobremu działaniu.

„Poprzez wierzenia apokaliptyczne zyskiwała ujście i wyraz niechęć do świata i jego mieszkańców. Słowa proroków zapowiadających Koniec i Sąd Ostateczny aż ciekną jadem przeciw światu, takiemu jaki jest – i z równą jadowitą nienawiścią czekają jego zniszczenia i zastąpienia go tym nowym.”

Niechęć do świata w zaratusztrianizmie? Zaratusztrianie kochają ten, tutaj materialny świat i nie chcą jego zbrukania. Celem Zaratusztrianina jest Asza – prawda, harmonia, prawo i Uszta szczęście, nie tylko po śmierci, ale tutaj, teraz na ziemi, w życiu doczesnym. Skoro uważamy, że świat został stworzony dobrym i człowiek z natury jest dobry, a jedynie Aryman ten świat usiłuje splugawić i częściowo splugawił. Chcemy go naprawić, odnowić, a nie oczekujemy jego zniszczenia. Oczekujemy, że zostanie naprawiony i ulepszony przez Mazdę Ahurę i przez nas wspólnie. Gdzie ten jad w naszej miłości do świata, w szacunku dla wszelkiego stworzenia ochronie jego czystości, pragnieniu zachowania go w jak najlepszym stanie mimo aktów zła.

„Coś wstrętnie niskiego zawiera się też w wierze, że skoro „my” sami nie jesteśmy władni ani zdolni, a może nie chcemy, unicestwić naszych wrogów, to niech Bóg wykona za nas tę czarną, a raczej mokrą robotę. Bóg w roli operatora masowej zagłady – wielkie nieba…”

Coś wstrętnego jest raczej w kłamliwej intrpretacji naszej religii. Właśnie w ten sposób działa zło. Drudż – Kłamca to jedno z imion Złego Ducha. Zaciemnić Aszę prawdę, skłonić do pogardy i nienawiści do pychy. Jego oręż to niewiedza, bo jeśli się nie wie wygłasza się fałszywe i nieprawdziwe tezy. Można powiedzieć, że się Arymanowi udało omotać w ten sposób ten buddyjski umysł. To nie Bóg jest animatorem masowej zagłady lecz zło, któremu możemy się dać oszukać i to widać na co dzień gdy na to pozwalamy. To nie bóg zagnieździł się w umysłach twórców holocaustu, czy w jaźni komunistycznych oprawców i sadystycznych morderców, lecz Drudż, kłamca. Bóg Mazda Ahura nie ma zamiaru świata zniszczyć tylko go naprawić. Otóż wierzymy głęboko wbrew pomówieniom, że możemy nie tylko zło pokonać, ale jeszcze je przemienić w dobro. Wierzymy w naprawę i przebudowę kosmosu, której powoli już tu i teraz dokonujemy.

Najmniejszą już chyba na powyższym tle wadą apokaliptyzmów jest to, że służą inflacji ego. Poprzez studiowanie i przeżywanie apokalips człowiek „podłącza się” do wyobrażeń, w których utożsamia się z jakimiś „kosmicznymi potęgami”, to zaś ładuje go złudnym poczuciem mocy, odrywającym od realiów, od ziemi, od troski o życie takie jakie jest.”

Nie widzę niczego złego, w tym, że jesteśmy odpowiedzialni za losy świata. Czy to jest złudne ładowanie się poczuciem mocy. Czy odpowiedzialność i troska o wszystkie istoty żywe i jakość tego świata i jego przyszłość to poczucie mocy? Czy to, że uważamy człowieka za istotę godną i dobrą wartościową to inflacja ego? Czy wybranie drogi głównie indywidualnej (czy aby nie egoistycznej?) nie wpływa bardziej na inflację ego? Coś mi się zdaje sądząc po tonie i pewności WŁASNEGO INDYWIDUALNEGO ZDANIA, że inflacja ego dotknęła go właśnie z całą mocą. Czy my odrywamy się od realiów świata, chcąc go naprawić i ulepszyć, powstrzymać zniszczenie? Czy przypadkiem buddyzm nie ładuje człowieka uczuciem niemocy, mówiąc, że w zasadzie wszystko tu jest cierpieniem? Mam wrażenie, że to raczej Buddyzm traktuje świat jako maja, ułudę, zjawę istniejącą tylko warunkowo i uczy, że poświęcanie temu światu większej uwagi nie ma sensu. Wszak trzeba się uwolnić od złudzenia jego realności i kroczyć indywidualną ścieżką wyzwolenia z koła złudzeń samsary. Czy to aby właśnie nie powoduję nihilizmu, egoizmu i lekceważeniu i świata skoro celem nie jest ten świat lecz coś zupełnie innego. O jakiej trosce o życie mówimy skoro życie jest samym pasmem cierpień. Czyż Budda nie mówi w diamentowej sutrze:

(…) ci, którzy znajdują zadowolenie w ograniczonych doktrynach, zawierających pojęcia jaźni, osobowości, istoty albo odrębnej indywidualności, niezdolni są do uznania, przyjęcia, studiowania i otwartego objaśniania tej rozprawy.”

Skoro odrzucamy pojęcie indywidualności, ja, odrzucamy pojęcie ty, oni, my. Co jest warte życie ja , onych, jakichś urojonych jaźni, złudnych odrębnych indywidualności, fikcyjnych osobowości. Jesteś, biedny, uciśniony, chory prześladowany, to pewnie obciążenie karmiczne, sam sobie jesteś winien za to, że cię coś dotyka. Taka postawa buddyjska nie skłania do przeciwstawienia się niesprawiedliwości i przemocy. Fatalizm raczej ogranicza buddystę skłania go do zajmowania się sobą niż szerszą refleksją społeczną. Z naszego punktu widzenia budzi to niepokój zważywszy na konsekwencje etyczne takiego pojmowania rzeczywistości.

Chyba ta obawa nie jest nieuzasadniona skoro Buddyzm wykształcił pojęcie DROLWA. czyli WYZWOLENIE PRZEZ ZABÓJSTWO! Tradycyjna literatura buddyjska podaje przykład, w jaki sposób laik powinien postępować w sytuacjach zagrożenia innych osób przez potencjalnego złoczyńcę, zabójcę, czerpiąc z Buddy Jataka, czyli poprzedniego życia Buddy. Według tej opowieści, dawno temu, w poprzednim życiu jako laik, Budda był na łodzi z pięcioma kupcami, kiedy dowiedział się, że jeden z pięciu był złodziejem, który planował okraść apotem zatopić łódź, zabijając w ten sposób wszystkich na pokładzie . Budda wziął na siebie odpowiedzialność i zaatakował niedoszłego złodzieja i mordercę. Zabił go, wyzwalając go na miejscu. Padmasambhawa, założyciel tybetańskiego buddyzmu, przytacza przykład mówiący, że w dzieciństwie zabił chłopca, który zgodnie z jego przewidywaniami miał w przyszłości dokonać wstrętnych uczynków. Tantryczny tybetański tekst „Hevajra-tantra” radzi: „Po oznajmieniu intencji guru i znakomitym osobistościom przeprowadź rytuał zabójstwa ze współczuciem tego, który nie wierzy w nauki Buddy i jest krytykiem guru i Buddy. Taką osobę należy wyeliminować, wyobrażając ją sobie jako istotę zawieszoną do góry nogami, wymiotującą krwią, trzęsącą się i ze zmierzwionymi włosami. Należy wyobrazić sobie palącą igłę wchodzącą w jej plecy. Następnie w wyniku wyobrażenia sylaby symbolizującej żywioł ognia w jej sercu zostaje ona natychmiastowo zabita”. Wadżrajana i tantra Kalachakra (reprezentowana przez XIV dalajlamę) są pełne przemocy gwałtu, zabijania, pogardy dla kobiet, pedofilii, łamania wszelkich norm na drodze do wyzwolenia. Wstydliwy aspekt buddyzmu, skrzętnie pomijany, czy wręcz ukrywany przed naiwnymi europejczykami. Wyczuwam, że niektórzy czytelnicy mogą być zszokowani myśleniem o buddyzmie jako o„wyzwoleniu” przez „zabijanie” jako, że słusznie pojawią się obawy, że ZASADA ta może być łatwo nadużywana. Podążajmy jednak dalej…

„Podobnie w nowszych czasach uwodziło wszelkie utożsamianie się z siłami państwa lub narodu, a choćby klubu Legia zwycięskiego w bojach z wrogim Widzewem. W istocie, w apokaliptycznych wizjach można dotrzeć rozpanoszony instynkt przynależności: ten, który ludziom kazał zapominać o sobie i stawać się częścią masy.”

Można wywnioskować z tej wypowiedzi, że buddysta jest wolny od tego typu zachowań. Przepraszam, ale nic bardziej mylnego mino nakazu ahimsy niekrzywdzenia buddyzm tak samo nie chroni przed takimi postawami stadnymi. Rzut oka na historię ujawnia, że organizacje buddyjskie nie były wolne od gwałtu, tak charakterystycznego dla grup religijnych. Polityczna historia Tybetu czy buddyjskich Indii niczym nie różni się od historii innych narodów. Jak bowiem nazwać krwawe prześladowania wyznawców Bon, czy szamanizmu i walki między frakcjami buddyjskimi w Tybecie. A koncepcja świętej wojny i Szambali gdzie zostają zniszczeni wszyscy nie buddyści. W Tybecie od początków XVII wieku i przez sporą część XVIII konkurujące sekty buddyjskie zajmowały się zbrojną walką i doraźnymi egzekucjami. W XX wieku w Tajlandii, Birmie, Korei, Japonii i w innych miejscach buddyści ścierali się między sobą oraz z wyznawcami innych religii. W Sri Lance zbrojne bitwy w imię buddyzmu są częścią syngaleskiej historii. Tylko kilka lat temu w Korei Południowej tysiące mnichów z buddyjskiej sekty Chogye zwalczało się wzajemnie na pięści, kamienie, bomby zapalające i pałki w zaciętych bataliach, trwających tygodniami. Walczyli o panowanie nad największym w Korei Południowej zakonem, z rocznym budżetem 9,2 miliona dolarów oraz wartym miliony dolarów majątkiem w postaci nieruchomości. A rzeź Rohindżów w wykonaniu oszalałych buddyjskich mas w Myanmarze. Czy buddyjscy mnisi Zen nie popierali w Japonii zbrodniczych aktów rządu podczas II wojny światowej? Rośnięcie buddyzmu w siłę to historia równie krwawa, jak dzieje kościoła katolickiego. Wybaczcie, ale przy tym walki Legii z Widzewem, to zły przykład. To się nazywa hipokryzja. Zaratusztrianie przyznają się do ciemnych plam w swojej historii w imię prawdy, choć wiele zbrodni i czynów niegodnych i wstydliwych w naszej historii mogli byśmy maskować czy ukrywać tak jak to robią buddyści.
Kolejny zarzut.

„W końcu ta przywara, że apokaliptyzmy hodują obraz człowieka „niemocnego”. To zresztą jest ich wadą istotową. Jak pisałem we wstępie, apokaliptyzm bierze się wtedy, kiedy na pytanie „czy ten świat i życie w nim jest tym prawdziwym i właściwym?” odpowie się „nie”,”

Zaratusztrianin odpowiada, ten świat jest światem właściwym, ale wymaga naprawy, bo został uszkodzony przez zło i człowiek odpowiada za jego naprawę i może to zrobić. Mało tego zaratusztrianin wierzy w zwycięstwo, w żmudne powolne ale optymistyczne odnowienie świata. Zaratusztrianie kochają ten, tutaj materialny świat i nie chcą jego zbrukania. Celem Zaratusztrianina jest Asza – prawda, harmonia, prawo i Uszta szczęście, nie tylko po śmierci, ale tutaj, teraz na ziemi, w życiu doczesnym. Jak się to ma do buddyjskiej wizji w świetle czterech szlachetnych prawd Buddy:

„Narodziny są cierpieniem, starzenie się jest cierpieniem, śmierć jest cierpieniem. Smutek, lament, ból, zgryzota i rozpacz są cierpieniem. Towarzystwo nielubianych jest cierpieniem, rozłąka z ukochanymi jest cierpieniem. Niemoc uzyskania tego, co się chce, jest cierpieniem. Pokrótce – pięć skupisk istnienia związanych z przywiązaniem jest cierpieniem” Każde skupisko istnienia jest cierpieniem.

Zaratusztra naucza, walcz, reformuj, poprawiaj, ucz się , pracuj, ciesz się życiem, ten świat nie jest całkiem dobry, ale nie jest też całkiem popsuty. A co radzi Budda diagnozując, że przyczyną cierpienia jest pragnienie?

„Ustanie cierpienia to całkowite zaniknięcie i ustanie, wyrzeczenie się, zaniechanie, wyzwolenie, puszczenie pragnienia.”

Następna teza i odpowiedź autora krytyki apokaliptyzmu brzmi w tym świetle wręcz śmiesznie.

(…)„ po czym na następne pytanie, „a jak osiągnąć tę lepszą kondycję?” odpowie się: „trzeba czekać, aż kosmiczny cykl się dopełni i Bóg zrobi porządek z tym podłym światem” Nie zaś: trzeba oto tu i teraz samemu brać się do dzieła własnej naprawy. Tak odpowiadają romantycy tej drugiej szkoły, wśród nich buddyści, jogini i pewnie spora garść szamanów. Ci pierwsi, spuszczający się na Boga, pozostają, by czekać i złorzeczyć światu. I to jest ta wada: światopoglądy i religie apokalipsy odwodzą ludzi od wzięcia się do pracy nad własnym rozwojem.

W zaratusztriańskich zaleceniach jak żyć znajdujemy pismo pod tytulem Czidag Andarz Porjotkeszan, takie rady dla zaratusztrianina. I co tam jest napisane?

„Moim piątym obowiązkiem jest, aby poświęcić trzecią część moich dni i nocy nauce i dysputom z mądrymi świętymi mężami, trzecią część moich dni i nocy poświęcić uprawianiu ziemi (pracy) i zbieraniu i używaniu jej owoców( pozostałą) trzecią część z moich dni i nocy winienem poświęcić jedzeniu, odpoczynkowi i przyjemnościom.” Ucz się rozwijaj, pracuj, bądź aktywny, ciesz się życiem.

Czy zniknięcie pragnień, wyrzeczenie się, zaniechanie pragnień to postawa skłaniająca do aktywności chęci zmieniania świata i siebie na lepsze? Darujcie trzeba wyjątkowo pokrętnej logiki by to udowodnić. Bardziej to przypomina ślimaka chowającego się w swojej skorupie.
No i wreszcie podsumowanie dokonane przez buddyjskiego krytyka…

„W istocie idea pracy nad duchowym rozwojem jest na tradycyjnie apokaliptycznym Zachodzie ledwie świeżą nowinką, zaimportowaną z Indii i dalszego Wschodu wraz z jogą i buddyzmem, i gdyby nie ta „świeża krew” (ideowa) przychodząca ze Wschodu, zapewne niewidoczne by były nieliczne własne, zachodnie, rozproszone hermetyczne, magiczne i pogańskie przekazy mówiące o rzeczach podobnych.”

No dobra! pomińmy fakt ciągłej interakcji zaratusztrianizmu z zachodem, niech będzie temu panu, że ta religia też ze wschodu. Chociaż uważam, że moim zdaniem, apokaliptyczny zaratusztrianizm bardziej przynależy do cywilizacji zachodu niż buddyjskiego wschodu. „Świeża krew”? Tu będę w bronił zachodniej cywilizacji. Praca nad sobą w Europie zaprząta umysły od tysięcy lat i nawet nie warto tu przedstawiać przykładów, wystarczy sięgnąć do podręczników filozofii, historii i teologii. Co niby jest takiego odkrywczego w Buddyzmie czego nie wymyślono także na zachodzie: Medytacja? A toć Pitagorejczycy, mistycy gnozy i chrześcijanie i Żydzi mają całe szkoły i dziesiątki technik medytacyjnych i kontemplacyjnych. Asceza, wyzwolenie wyrzeczenie się pragnień? Na boga całe zakony to praktykują z powodzeniem, stoicy i cynicy w starożytności i epikurejczycy już to przerabiali zanim spisano myśli buddyjskie. Praca nad sobą i swoim rozwojem, tysiące lat i tysiące pomysłów, brać i wybierać jeśli się zajrzy do koszyka i nie ma się klapek zasłaniających myśl zachodnią. Mantry nic odkrywczego zna je każda babcia z kółka różańcowego i każdy zaratusztrianin. Reinkarnacja, od Pitagorasa przez gnozę i manichejskie pomysły koncepcja metempsychozy jest obecna w Europie od 2500 lat co najmniej. Myślę, że starczy przykładów.

Na koniec refleksja sami jako zaratusztrianie potykamy się z nadmiernym europocentryzmem, ale równie idiotyczny jest pogardliwy stosunek do dokonań zachodu. Trzeba nieć umiar i wiedzę by widzieć właściwe proporcje, blaski i cienie. Ani buddyzm, ani zaratusztrianizm nie mają panaceum na wszystkie bolączki egzystencjalne i pychą jest nie widzieć dobrych odpowiedzi tam gdzie one są u innych. Autor krytyki „religii apokaliptycznych” taką pychą się właśnie wykazał prezentując postawę jednostronną pozbawioną szerszej wiedzy i fundamentalnego obiektywizmu.

3 myśli w temacie “Rozmowa z buddystą

  1. Bardzo ciekawy artykuł.Nie tyle zaintetesowały mnie zludzenia buddysty co co wartości jego religii i jego negacja wartosci religii ” apokaliptycznych”:, co koncepcje zaratusztriańskie, mało znane w Polsce.A warte szerszego poznania.

    Polubienie

  2. Bardzo ciekawy artykuł. Dyskusje bądź debaty z wyznawcami innych religii zawsze są interesujące, ciekaw jestem jak wyglądałaby rozmowa z chrześcijaninem

    Polubienie

    1. Poniekąd z tego artykułu wynika, że obie religie mają wątki wspólne, artykule w Tomasz i Zaratusztra, jak rownież „Bóg nie jest wszechmogący” polemizujemy z chrześcijańskimi poglądami na zło. Polemik tego typu ja ta z Buddyzmem raczej staramy się unikać, bo raczej staramy się chwalić wszystko co dobre, także w innych światopoglądach. To przypadek wyjątkowy, bo ktoś z ogromną pychą i pogardą opluwał i usiłował nas zdyskredytować i przedstawić w bardzo złym świetle kłamiąc zarówno o nas jak i o swojej religii. Zaratusztrianin zaatakowany bynajmniej nie nastawia drugiego policzka i ma prawo użyć miecza prawdy. Stąd ostra odpowiedź z naszej strony. Jeśli ktoś z chrześcijan chce dyskutować na rzeczowym i opartym o fakty poziomie zawsze tę dyskusję podejmujemy.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close